niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 1

     -Kate! Obiecałaś, że pójdziesz w końcu szukać tej pracy, a cały czas leżysz w tym łóżku i śpisz - krzyknęła matka wchodząc do mojego pokoju.
-Muszę? I tak skończę w budce z hamburgerami - powiedziałam zaspanym głosem.
-Masz 22 lata. Musisz w końcu iść do pracy, znaleźć chłopaka, założyć rodzinę. No wiesz, żyć podobnie do Vivien - stwierdziła.
-Vivien zawsze miała prościej w życiu. Nie dokuczali jej, że ma ojca w więzieniu, a mi tak.
-Bo to nie jest jej ojciec. Nie dramatyzuj. Jesteś dorosła, czas zostawić przeszłość daleko.
     Wyszła. Usiadłam na łóżku i myślałam o tym co powiedziała mama. Miała racje. W wieku 22 lat siedzę przed telewizorem jedząc chipsy, a nie to co powinnam robić. Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam i wyprostowałam włosy. Na dole czekały już na mnie tosty. Czułam się jakbym miała już nigdy nie wrócić do tego domu. Pożegnałam się z mamą i wyszłam.
     W Meadton ciężko było o pracę, nawet sprzedawcy kelnerki w pobliskim pubie. Chodziłam do każdego sklepu, dyskoteki czy restauracji z pytaniem 'szuka pan/pani pracownika?' W międzyczasie spotkałam Vivien z jej chłopakiem - Rick'iem.
-Szukasz pracy? Nie wierzę. Życzę powodzenia - powiedziała wesoło moja siostra.
-Dzięki. Dokąd idziecie? - spytałam.
-Do waszego domu. Viv ugotuje coś na obiad - poinformował chłopak.
-Idźcie. Nie będę przeszkadzać.
Rick i Vivian byli idealną parą. Na pierwszy rzut oka było widać, że są w sobie szalenie zakochani. Marzyłam o takim uczuciu.
     Po jakimś czasie zdobyłam 1 propozycję. Nagle zadzwonił Rick.
-Co znowu? - spytałam znudzona
-Do domu. Szybko - powiedział po czym się rozłączył.
To nie było w jego stylu. Zwykle się pytał jak mija dzień, co robię albo coś w tym stylu. Pewnie chciał żebym przyszła na obiad. Jego 'szybko' uznałam za głupie, więc się nie śpieszyłam. Po 30 minutach byłam na miejscu. Na schodach domu siedziała Vivien. Patrzyła przed siebie, a Rick otarł łzę spływającą po policzku.
-Jesteś w ciąży, tak? To łzy szczęścia? - spytałam wesoło.
-Co... - spojrzała na mnie z niedowierzaniem - wejdź do domu... - wyszeptała.
Pewna siebie otworzyłam drzwi. Obok schodów na górę stał policjant. Na ścianach i podłodze była krew. W salonie roiło się od policjantów i detektywów.
-Co tutaj się stało? - spytałam pierwszą lepszą osobę.
-Katherine Ramirez?  - powiedział mundurowy.
-Dokładnie. To ja. A teraz gadaj co się stało - rzekłam przewracając oczami
-Biedna z ciebie dziewczyna. W połowie sierota... Zamordowano twoją matkę i podejrzewają o to twojego ojca - poinformował mnie.
-Niemożliwe! Ona na pewno żyje. Ojciec siedzi w więzieniu, nie ma możliwości stamtąd wyjść - odparłam.
-Jednak jest. Przykro mi - powiedział mężczyzna kładąc dłoń ma moim ramieniu.
Podeszłam bliżej. Zobaczyłam wielką kałużę krwi. Łzy spływały mi po polikach. Wybiegłam do Vivien i Ricka.
-Tak, moja droga. Jestem w ciąży! - krzyknęła zapłakana dziewczyna.
-Odczep się! Skąd miałam wiedzieć, że mój ojciec zabił ją? - spytałam wychodząc z domu.
-Więc to twój ojciec, tak? Ten sam, który 10 lat temu zabił naszą babcię. Nie zdziwię się jak będzie chciał zabić i nas! W twoich żyłach płynie krew mordercy, Kate! - krzyczała stojąc na ulicy wtulona w Ricka.
-Ja... Nie mam już siły. Niech to będzie sen, kawał albo coś innego - usiadłam na schodach i wpatrywałam się przed siebie.
-Przyszlibyśmy 20 minut wcześniej to byłoby po nas, ty gdybyś nie wyszła też byś nie żyła - stwierdził chłopak.
-Wyprowadzam się stąd... Jak najdalej, jedziecie ze mną? - spytałam.
-Kate! Przed chwilą zabito naszą matkę. Zapewnijmy jej odpowiedni pochówek. Taki na jaki zasłużyła... - wyszeptała.
-Po tym wszystkim.
     We trójkę wynajęliśmy mieszkanie w hotelu na 4 dni. Rick zaproponował wyprowadzkę do Lawrence, tam gdzie mieszka jego przyjaciel - Dean. Obydwie się zgodziłyśmy. Nie chciałyśmy mieć nic wspólnego z tym miejscem, chciałyśmy zacząć od początku...

2 komentarze:

  1. Ciekawe, fajne :D
    Poinformujesz mnie na moim blogu o następny rozdziale?
    http://black-world-stories.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbyś mogła to usuń weryfikację obrazkową, bardzo proszę, bo to denerwuje. :D

    OdpowiedzUsuń